czwartek, 11 listopada 2010

|01.| A ty musisz być Oliver Evans

Byłam tak wciągnięta w książce, że podskoczyłam gdy mama powiedziała:
- Już wylądowaliśmy! - powiedziała. Wziełam wszystkei rzeczy i wybiegłam, potykając się o własne nogi. Nigdy się tak nie cieszyłam gdy dotarłam do miejsca w którym nie chciałam być. Poszłam w stronę lotniska. Mam szła zaraz za mną.

Pół godziny później.

Jechaliśmy limuzyną, która miała nas zawieźć do najleprzego hotelu w londynie: London Center. Mam załatwiła pokój na szczęście mi osobny. Pojechałyśmy windą na ostatnie piętro. Ja poszłam do pokoju nr. 989, a mama 990. Weszłam do środka, pierwsze co zrobiłam to wziełam szybki prysznic. Ubrałam się w to. Wziełam komórkę i  poszłam na spacer po Londynie. Zobaczyłam Big Bena, i przejechałam się na London  Eye. Wystarczyła im widomość, że jestem córką Amandy Willimas. Gdy nie mam pieniędzy zawsze mówię to ludzią. ; ) Nagler moja komórka zaczełam wibrować. To był sms. Mama napisała: Wracaj do hotelu. O 19 idziemy na kolację. Popatrzyłam na zegarek była 16:34.  Pobiegłam w storne hotelu. Cud, ze się nie zgubiłam. Poszłam w stronę windy, ancisnełam strzałkę w górę. Gdy otworzyły się drzwi, szybko do nich wbiegłam i nacisnełam ostatni guzik. Gdy byłam już na swoim piętrze. Pobeigłam w strone pokoju mamy. Zapukałam, i usłyszałam "otwarte". Weeszłam do środka. .
- W co ja się mam ubrać na tą kolację?!
- Zaraz pójdziemy do sklepu. - poinformowała mnie. 20 minut potem byłyśmy już w sklepie. Po 40 minutach wreszcie kupiłyśmy jakąś sukienkę. Pojechałyśmy do hotelu. Mama poszła do swojego pokoju, a ja do swojego.

25 minut później.

Nie wyglądałam tak jakbym chciała, ale nie jest też koszmarnie. >klik< Mama wyglądała tak. Moja sukienka jest o wiele krótsza . Sięga mi przed kolana. Udałyśmys się do windy. Potem prosto do limuzyny. A pojazd podwióźł nas pod restauracje Wagamama (na prawde istnieje) Udałyśmy się do stolika 4 osobowego co mnie zdziwiło. Usiadłam. Kelner podał mi kartę. Na każdej stronie były wypisane nie znane mi potrawy. Zwykle na obiad jadam: hamburgera z frytkami . xd Nie codziennie! W końcu mama zamówiła za mnie. Nagle w naszą strone szła znajoma mi postać. Jak on się.. Oliver... E... vans. Tak Oliver Evans.  Pocałował moją mame w policzek. przywitał się i usiadł koło niej.
- Ty musisz być April! - powiedział uśmeichając się w moją stronę.
- A ty musisz być Oliver Evans. - oczywiście, jak zawsze musiałam palnąć coś idiotyczengo. Opanuj się Apple. Musisz się uspokoić. To normalny człowiek.. z wielki talentem i sławą oraz pieniędzmi. Dobra, nie to się w życiu liczy. Nagle do stolika przyszedł jakiś chłopak ubrany w jeansy z nisskim krokiem, koszulkę, bluzę i z bejsbolówką na głowie. Dlaczego ja nie mogłam się ubrać po ludzku, tylko wystrajać w jakieś sukeineczki za tysiące dolarów, szpilki oraz jakąś zakichaną róźową torebkę. Dosyć o swoim wygladzie Riley.
- To jest mój syn Justin. - przedstawił się.
- Siema. - powiedział.
- Cześć.. - nie za bardzo wiedziała co powiedzieć.
- Justin ma kapele rockową. - powiedział.
- Tak a co gracie?! - spytałam.
- Rocka, a nie taką badziewną muzykę jak twoja mama. - powiedział. Mama nie zwróciła na to uwagi tylko zaczełam rozmawiać z Oliverem.
- Co chesz zjeść?! - spytał pan Evans swoejgo syna.
- Wystraczą frytki. - powiedział. To są tu frytki?! Jak bym wiedziała to od razu bym zamówiła. Nagle zobaczyłam zbliżającego się kelnera z 3 hoamrami an tacy. To dla mnie ?! Fuu.. Ja tego nie zjem. Poatrzyłam na swój talerz. Zrobiłam minę jakby mnie bolał brzuch.
- Mamo, możemy już wracać do hotelu?! Źle się czuję. - skłamałam.
- A nie zjesz nawet homara?! - spytała. Pokręciłam głową.
- Dobrze. Pojedziemy jak zjem. Ok?! - spytała się. Przytaknełam głową. Popatrzyłam na zegar. Była 20:00. O tej porze jedliśmy kolacje w szkole. O jak mi barkuje moich! Szczególnie Charlotte. Jest moją BFF ever ; ). Muszę porozmawiać z mamą o tej całej szkole, i wogóle o naszych stosunkach. Gdy spojżałam na mamę, kończyłam jeść homara. Jak to można jeść?! Popatrzyłam na Justina. Grał na PSP i jad te swoje głupie fytki. Może i nie są głupie,a le jak jest głodna to wygaduje dziwactwa. Jak będziemy w hotelu to zamówię sobie wielką pizzę z 5 dodatkami. No co?! Modelką nie jestem, żeby przejomować się aż tak bardzo swoją figurą.

30 minut później.

Wreszcie w domu. Nie do słownie. Jutro zamierzam powiedzieć mamie co myśle o tej całej wczorajszej sytułacji. Poszłam do łazienki, napuściłam do wanny masę wody, i dodałam jakieś pachnidełka, i pianę. Zdjełam ubrania i zanużyłam się w wodzie. Leżałam tam około 40 minut. Ubrałam szlafrok, posmarowałam się jakimiś kremami, umyłam zęby i przebrałam się w piżdżamę. Położyłam się do łóżka. Wziełam telefon i popisałam jeszcze z Charlotte. Była teraz jedyną osobą którą potzrebowałam. Wtuliłam się w poduszkę, i moje powieki powoli szły ku dole.

2 komentarze:

  1. zajebiście..;*
    czekam na nastepny:)
    zapraszam do mnie na bloga: http://tragedia-byla-przeznaczeniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń