- April Williams do dyrektorki! - do sali weszła Macy.
- Ja?! - spytałam.
- Tak ty! - potwierdziła i wyszła z klasy. Po cichu wyszłam z sali i skierowałam się do gabinetu drektorskiego. Zapukałam do drzwi. Usłyszałam "proszę" i weszłam do środka.
- Siadaj! - powiedziała. Posłusznie wykonałam polecenie.
- Twoja, matka martwi się pogróżkami ze strony mediów, więc chce cię zabrać ze szkoły. - już po pierwszym, zdaniu chciała spytać:
- Mama dzwoniła?! - spytałam.
- Tak, właściwie to była jej menadżerka. - powiedziała.
- Samanta - mruknełam pod nosem.
- Więc idź do pokoju spakuj swoje, rzeczy i czekaj na mamę na dworze! - powiedziała pani Blake.
- Ale ona tak nie może. A co ze szkołą?! - spytałam.
- Właśnie, że może April. Ona ejst twoją matką!
- A czuje się jak bym wogóle jej nie miała. - mruknełam pod nosem. Wyszłam z gabinetu. Miała teraz mieszane uczucia. Pojedyńcza łza spłyneła mi po policzku. Spakowałam wyszystkei ubrania, książki, rzeczy do torby. Wyjżałam przez okno. Zobaczyłam wielką limuzynę. No pewnei, bo ona zawsze musi szpanować swoimi pieniędzmi. Rozglądnełam się ostani raz po pokoju, i z trudem wyszłam z pomieszczenia. Pojechałam windą aż na sam dół. Im bliżej byłam 1 piętra tym serce zaczeło mi szybciej bić. Cieszyłam się, że po długim okresie wreszcie będę mogła ją zobaczyć. Na żywo, a nie w TV, ale z drugiej strony nie nawidziłam ją, że bardziej obchodzi ją sława niż ja, i że zabiera mnie ze szkoły. Drzwi windy się otworzyły i czy chciałam czy nie musiałam wyjść. Otworzyłam drzwi i powolnym krokiem poszłam do auta. Wpakowałam walizki do bagażnika i weszłam do środka. Usiadłam na drugim końcu limuzyny i zobaczyłam uśmiechniętą twarz mamy.
- Cześć kochanie! - przywitała się.
- Hej. - rzuciłam. Matka zaczeła zadawać pytania o szkołę itp. Moja odpowiedź zawsze była krótka. Po 15 minutach położyłam się na długim siedzeniu i usnełam. Gdy się obudziłam zobaczyłam wokół samoloty.
- Mamo gdzie my jesteśmy?! - spytałam.
- Na lotnisku. - powiedziała.
- Gdzie my jedziemy?! - spytałam zdziwoiona.
- Do Londynu. - powiedziała. Weszliśmy do środka budynku. Za nami szedł szofer tóry niósł walizki. Jakbyśmy same nie mogły ich wieźć. Weszliśmy do przejścia dla VIP'ów. Wyszłyśmy na dwór i poszłyśmy w storne odzrutowca z napisem: Amanda Williams. Mama zawsze musi pokazywać ludzią jaka ona jest bogata. Co mnei naprawdę mało obchodzi. Weszłyśmy do środka. Zajełam ostatnie miejsce. Położyłam torbę po fotelem, wsadziłam słuchawki do uszu i po raz ostatni podziwiałam widoki Dallas.
fajnie:*
OdpowiedzUsuńczekam na rozdział:)